Leca liscie.

Ktos podrzuca mi pochmurne listy pod okno.

Prawie niewidzialne.

Pajecze nici.

Wieczorem,kiedy chlodny powiew unosi sie nad miastem,

blakajace sie ulica szare cienie,

szeptem gubia wyrazy.

Pojedyncze skrawki mgly.

To tu stoje.

tu.